Czy ceny zawsze poruszają się zgodnie z modelami?

Źródło: Domena publiczna

„Przy założeniu ceteris paribus, wielkość podaży danego towaru zwiększa się, jeśli wzrasta jego cena, natomiast obniżaniu się ceny towarzyszy spadek wielkości podaży” – z pewnością każdy z nas ucząc się ekonomii widział te słowa mnóstwo razy. Od modelu popytu i podaży zaczyna się zresztą jej naukę. Dosadnie pokazuje on, że firma w odpowiedzi na spadający popyt na jej produkty może zareagować dwojako. Może albo sprzedawać swoje produkty w mniejszej ilości po poprzedniej cenie, albo ją obniżyć, żeby podnieść sprzedaż. Dane sprzedażowe ze sklepów internetowych mają jednak prawdopodobnie więcej wspólnego z zachowaniem konsumentów niż XIX-wieczny model. Pokazują, że model modelem, ale rzeczywistość rządzi się swoimi zasadami.

 

Świeże spojrzenie na zagadnienie

 

Praca dwóch badaczy: Diego Aparicio i Roberto Rigobona z Massachusetts Institute of Technology podaje ciekawe przykłady, które to potwierdzają. Zauważyli oni, że firmy, które sprzedają kilkaset czy nawet kilka tysięcy produktów zazwyczaj nie oferują każdego z nich po innej cenie. Raczej porządkują je w pewną, dużo mniejszą liczbę punktów cenowych. Przekonaj się sam: wejdź na stronę internetową jakiegoś sklepu internetowego i przyjrzyj się cenom. Ja przeglądając stronę H&M natknąłem się na kilkanaście takich punktów cenowych, a produktów – dla samego tylko mężczyzny – było ponad 2000.

Kiedy sprzedawcy postanawiają zmienić cenę danego produktu, raczej przenoszą go po prostu do innej grupy cenowej, zamiast zmieniać jego cenę o kilka procent. Autorzy nazywają to zjawisko quantum pricing od podobieństwa tego zjawiska do mechaniki kwantowej.

Jeszcze bardziej zaskakujące od samego faktu „wyceny kwantowej” są poczynione przez badaczy obserwacje, jak rzadko w rzeczywistości takie firmy zmieniają cenę produktów. Jeśli koszt ich produkcji wzrośnie, to producenci są dużo bardziej skłonni pozostawić marżę na takim samym poziomie nie poprzez wzrost ceny, ale poprzez próbę obniżki tego kosztu. Osiągają to przykładowo poprzez używanie tańszych materiałów lub stosowanie niższej gramatury.

Nie tylko konsumenci zaczynają odczuwać te zmiany. Starania producentów mające na celu utrzymanie ceny na tym samym poziomie  przyczyniają się do jeszcze niższego poziomu inflacji. I to w świecie, w którym i tak prawie w ogóle ona nie występuje (przynajmniej jeśli chodzi o kraje rozwinięte), co jeży włosy na karku prezesom banków centralnych.

 

Wykres z gazety

Źródło: The Economist

 

Trudności w określeniu przyczyny oraz sytuacja na innych rynkach

 

Badacze nie są jednak przekonani, czy zachowanie producentów jest w tym przypadku kurą czy jajkiem. Jeśli cena wszystkiego rośnie z roku na rok, jak na przykład podczas lat 70. i 80. XX wieku, producenci mogą ze spokojną głową korygować ceny swoich produktów o występująca inflację, nie zniechęcając przy tym konsumentów. Podwyżka cen o 15% po kilkuletniej, 10% inflacji nie wpłynie na zmianę planów nocnego wyjścia do wybranego baru w poszukiwaniu 5% różnicy tak samo, jak 5% wzrost ceny po latach bez żadnych zmian. W związku z tym spadająca inflacja może powodować to, że ceny stają się bardziej lepkie. Firmy zawsze znajdą jednak sposób, żeby nie wyjść przy tym na minus – na przykład poprzez obniżanie jakości produktu albo zmniejszanie jego rozmiaru.

W podobny sposób wpływa to na rynki pracy. Płace są nadzwyczajnie lepkie, szczególnie w dół. W przypadku kryzysu, firmy, które nie mogą obniżyć płac przy okazji obniżając ceny, zmniejszają podaż – jednocześnie zwalniając pracowników.

Elastyczne firmy mają jednakże inne wyjście: płacowa forma ucinania kawałka czekolady z tabliczki. Niektóre obniżają koszty poprzez zwiększanie produkcji na pracownika. Rzeczywiście – obecnie produkcyjność rośnie w czasach kryzysu, a spada w czasach ożywienia, co jest zupełnym przeciwieństwem sytuacji występującej jeszcze 40 lat temu.

Jeśli zjawisko zmiany jakości produktów i ich pomniejszania stanie się szerzej wykorzystywane przez firmy, skutki mogą być druzgocące dla danych, na bazie których banki centralne podejmują swoje decyzje. W takim przypadku oficjalna, niska inflacja, może przysłonić rzeczywistą sytuację gospodarczą, inną od oficjalnych danych i dać bankom centralnym fałszywe przesłanki wpływające potem na życie każdego z nas.

Indeks w Kieszeni
kontakt@indekswkieszeni.pl