Z warsztatu twórczego noblistki

Olga Tokarczuk twórczość na przykładzie starych książek

Źródło: pixabay.com
    

Z pewnością nie trzeba nikomu przypominać o wspaniałej wiadomości, która zelektryzowała polskie podwórko literackie w 2019 roku. Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury za całokształt swojej twórczości została uhonorowana Olga Tokarczuk. Co na to oświata?

Autorka jednej z najbardziej monumentalnych powieści nie tylko ostatnich lat, lecz i całej rodzimej literatury współczesnej, „Ksiąg Jakubowych”, a także wielu innych wybitnych dzieł. Już wcześniej wskazywana była jako wyróżniająca się na tle sobie współczesnych prozatorów. Jej twórczość była wielokrotnie uhonorowywana nagrodami krajowymi. Z kolei w 2018 roku przyszedł pierwszy poważny dowód uznania ze świata – powieść „Bieguni”. Wydana w 2007 roku, lecz dopiero w kilka lat później przetłumaczona na angielski – zdobyła prestiżowy laur Bookera.

Zapewne już wówczas w sercu niejednej osoby śledzącej na bieżąco polski i światowy rynek literacki zagościło pytanie o kolejny szczebel, który stanowiłby jednocześnie zwieńczenie obfitego, choć wciąż rozrastającego się dorobku autorki „Prawieku i innych czasów”. Mówiąc w największym skrócie – kiedy do kraju nad Wisłą przyjdzie zaproszenie na galę noblowską w Sztokholmie? Nie jest oczywiście wydarzenie częste – przypomnijmy, w 1996 roku komitet nagrody zdecydował się przyznać współczesny odpowiednik lauru olimpijskiego czy harfy eolskiej Wisławie Szymborskiej. Wraz z każdym kolejny rokiem apetyt wzrastał… i wreszcie stało się! Do grona rodzimych pisarzy-noblistów dołączyła pierwsza powieściopisarka, otwierając jak najdłuższą, miejmy nadzieję, listę polskich laureatów Nagrody Nobla w XXI wieku.

 

A tymczasem w szkolnej ławce…

 

… wydarzenie przeszło mniej więcej bez echa. Jeżeli zaś zostało odpowiednio zaakcentowane i należycie utrwalone w świadomości uczniów, to właściwie jedynie z inicjatywy co bardziej kreatywnych polonistów. Na liście lektur w szkole podstawowej Olga Tokarczuk nie figuruje w ogóle. Natomiast w liceum czyta się obowiązkowo jedynie jedno (!) jej opowiadanie – „Profesor Andrews w Warszawie”. Gdzie akcja utworu osadzona jest w stanie wojennym. Wybór o tyle mało satysfakcjonujący, że w niewielkim stopniu pozwala się zapoznać ze specyfiką literackiego świata pisarki. Tych błędów nie postanowiono naprawić w ramach korekty listy lektur, która wejdzie w życie w najbliższym roku szkolnym.

Brak chociażby jednej wybranej powieści autorki pośród lektur obowiązkowych czy uzupełniających w oczach wielu uchodzi za skandal – zapewne słusznie. Nie oznacza to jednak, że w przygotowaniach do matury powinieneś z miejsca odrzucić dzieła noblistki jako nieprzydatne. Wręcz przeciwnie – pamiętaj, że na egzaminie, w swojej wypowiedzi pisemnej, możesz powołać się na dowolne teksty literackie bądź kultury – niekoniecznie muszą pochodzić z listy lektur. Co więcej, wykazanie się znajomością utworu nieuwzględnionego w żadnych oficjalnych wykazach ministerialnych może działać wyłącznie na twoją korzyść i świadczyć o ogólnym poziomie oczytania oraz humanistycznej erudycji.

 

W szerszym ujęciu

 

Porzućmy na moment tę niewolniczo trzymającą się sprawdzianu dojrzałości narrację na rzecz argumentów znacznie wyższej rangi. Ujmując je w największym skrócie można rzec, że Nagrody Nobla nie otrzymuje się za nic. Wydanej jak dotąd utwory Tokarczuk stanowczo to potwierdzają. W jej powieściach i zbiorach opowiadań znajdujemy świat jedyny w swoim rodzaju,  przesycony jedyną w swoim rodzaju harmonijną kompozycją mitu, głębokiej wrażliwości psychologicznej, uwagi na drugiego człowieka oraz problemów powracających od wieków i spoczywających u sedna naszej humanitas. Czytanie jej utworów to wielka przygoda! Choćby z uwagi na to, że pozostawiają mnóstwo miejsca na własną aktywność interpretacyjną, a przy tym niezwykle pobudzają do myślenia.

Z naturalnych względów w żadnej mierze nie można określić żadnego z jej dotychczasowych dokonań na polu literatury mianem „łatwych”. Cóż zresztą właściwie znaczy to workowate określenie w stosunku do dzieła sztuki pisarskiej? Zazwyczaj świadczy o miałkości intelektualnej przesłania, niewyszukanej i nastawionej na minimum wysiłku ze strony czytelnika fabule oraz umiarkowanie lotnych bądź w ogóle nieuświadomionych założeniach kompozycji oraz sposobu prezentacji tematu. Powieści Tokarczuk z pewnością więc nie spełnią się w funkcji „czytadeł” ani zabijaczy czasu. Przecież jednak nie po to przede wszystkim czytamy literaturę, prawda?

Z drugiej strony nie jest tak, aby był to świat hermetycznie zamknięty, niedostępny dla intruzów i niewtajemniczonych pariasów, otwierający swoje tajemne podwoje wyłącznie przed kapłanami sztuki interpretacji. Wręcz przeciwnie, w utworach tych każdy odnajdzie wątek, który go poruszy, uruchomi w nim kaskadę myśli, przekształci nieco jego duszę. Niemniej, aby móc rozpocząć te przygodę w możliwie świadomy sposób, warto na początek poświęcić nieco uwagi temu, jak pisarka spogląda na świat oraz jaką rolę powierza własnej twórczości. W tym sensie kolejne akapity uznać można za, z konieczności wielce skrótowe i ogólnikowe, wprowadzenie do dorobku artystycznego autorki „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

 

Konstelacyjny układ świata

   

Olga Tokarczuk -konstelacyjny układ świata na przykładzie nieba

Źródło: pixabay.com
    

Autorka właściwie w każdym kolejnym swoim dziele wiele uwagi poświęca kreacji świata przedstawionego, w szczególności różnych poziomów istnienia czasoprzestrzeni, w której przemieszczają się bohaterowie. Ona sama pojmuje świat jako układ konstelacyjny. W metaforze tej łączą się w na pozór paradoksalny sposób dwie właściwości – całościowość oraz fragmentaryczność. Z jednej strony bowiem poszczególne układy planetarne stanowią zamknięte i uporządkowane całości złożone z ciał niebieskich. Z drugiej jednak między nimi istnieją potężne puste przestrzenie, zajmowane głównie przez swobodnie rozrzucone na widnokręgu gwiazdy.

Najpełniejszy wyraz takiemu sposobowi postrzegania rzeczywistości dała autorka wyraz w „Biegunach”, które nieświadomego owych założeń twórczych czytelnika mogą razić w pierwszym odbiorze mnogością niepowiązanych ze sobą na poziomie fabularnym wątków, ich stosunkowo swobodnym przerywaniem i wznawianiem przez narratora. Dla konsumenta współczesnej kultury popularnej, przyzwyczajonego do ostrego i wyrazistego schematu przebiegu akcji rodem z amerykańskich hiperprodukcji filmowych, taki sposób skomponowania dzieła, stający na przekór wszelkim próbom unikającego wysiłku powiązania zdarzeń w porządek fabularny, może wydać się nieporozumieniem. Warto jednak mieć w pamięci słowa zawarte we wcześniejszym akapicie, aby dostrzec, że choć w samych „Biegunach”, na poziomie dosłownym nie odnajdujemy żadnej nici Ariadny, która wyprowadzi nas z labiryntu scen i postaci, to w istocie pojawia się ona już poza porządkiem dzieła, na wyższym poziomie namysłu.

 

Umiejętność syntetycznego podejścia do zagadnień

 

Sam proces odnajdywania ukrytych znaczeń w dziele, łączenia ze sobą w skomplikowane układy pozornie niepowiązanych wydarzeń, zaprowadzania w feerii motywów i postaci pewnego chwiejnego porządku nosi w słowniku autorki swoją własną nazwę – jest to ognozja. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fascynującą, a zarazem rodzącą znaczną odpowiedzialność po stronie czytelnika konsekwencję. Mianowicie każdy z nas musi sam ułożyć porządek i plan, według którego chce dokonać recepcji dzieła. Dla każdego z nas powieść, choć pod jednym tytułem, będzie jednak czymś innym, staje się rodzajem indywidualnego doświadczenia egzystencjalnego. Moja lektura „Biegunów” będzie odmienna niż twoja – i to na wielu różnych poziomach, ponieważ tego właśnie domaga się konstelacyjność.

Oprócz omówionego właśnie konceptu autorka chętnie korzysta z różnych form mityzacji i sakralizacji przestrzeni, w której mają miejsce wydarzenia akcji powieści. Najbardziej wprost zabieg ten został zastosowany w jednej z jej wczesnych książek, „Prawieku i innych czasach”, lecz ten sposób myślenia o otaczającym świecie powraca także później. W kontekście tej konkretnej lektury, gdybyś postanowił po nią sięgnąć, warto zastanowić się nad tym, jak wiele Tokarczuk zawdzięcza znanym ci skądinąd „Chłopom” Władysława Reymonta. Dodatkowo, w jaki sposób przekształca wizję laureata Nagrody Nobla z 1924 roku.

 

Czuły narrator

 

Kategoria ta w świecie polonistycznym uczyniła wielki rwetes. Dyskutowali o niej badacze i krytycy literaccy, naradzali się nad nią studenci, w wielu szkołach analizowali tę koncepcję na podstawie mowy noblowskiej uczniowie. Warto więc powiedzieć na ten temat kilka słów, w oparciu nie tylko o przemówienie, lecz również treść tzw. wykładów łódzkich, wygłoszonych przez autorkę w 2018 roku, które to następnie zostały przedrukowane w tomie „Czuły narrator” z 2020 roku.

Tokarczuk za pomocą nowego typu narracji w powieści, określanego mianem „czułego” lub „czwartoosobowego”, a czasem też „panoptykalnego”, pragnęła przekroczyć ograniczenia ustanawiane zarówno przez język, jak i przez usankcjonowany długoletnią tradycją dorobek badań teoretycznoliterackich. Punktem wyjścia stało się dla niej ujęcie psychologiczne. Pisarka studiowała psychologię i pozostaje pod silnym wpływem psychoanalizy. Szczególnie w ujęciu Carla Gustava Junga, choć jej erudycja obejmuje jednocześnie takich klasyków filozofii jak choćby Platon. Narrator czwartoosobowy to „fikcyjna figura, którą wyczytujemy niejako z całości tekstu […] To łącznik między autorem a kosmosem opowieści […] Ma dostęp do niezapośredniczonej wiedzy, dysponuje intuicją czy lepiej con-tuicją, czyli umiejętnością zobaczenia wszystkiego jednocześnie i błyskawicznie”.

Od razu należy się wyzbyć tak bliskich nam przecież odruchów antropomorfizacji tak wykreowanej figury. Z konieczności jest ona właśnie nieludzka, skonstruowana w duchu posthumanizmu. Dysponuje spojrzeniem panoptykalnym. Spogląda z wielu punktów widzenia, a jednocześnie nie zajmuje żadnego konkretnego, jej wizja nie pochodzi ani ze świata przedstawionego, ani też z zaświatów. Pozwala uwzględnić wspominany już wcześniej postulat oglądania świata jako specyficznego rodzaju konstelacji. Gdyby chcieć jednak mimo wszystko odnaleźć jakąś możliwie plastyczną metaforę narratora przełamującego i ogarniającego wszystkie trzy osoby gramatyczne, to byłoby to ujęcie z perspektywy dronicznej.

 

Czy to wszystko nie jest zbyt abstrakcyjne?

 Olga Tokarczuk abstrakcja na przykładzie czarnego dzieła
Źródło: pixabay.com
   

Masz prawo mieć takie odczucie na podstawie samego tylko opisu teoretycznego. Tokarczuk nie pozostawia jednak swojej koncepcji jedynie na tym poziomie! Wskazuje na to konkretne dzieło, w którym realizuje swój pomysł. Chodzi o „Księgi Jakubowe”, określane niejednokrotnie jako jej opus magnum. Z pewnością kosztowało autorkę mnóstwo pracy. Po raz pierwszy z tytułową postacią Jakuba Franka oraz dziejami jego sekty zetknęła się przypadkiem pod koniec lat 90. XX wieku. Natomiast sam proces gromadzenia materiału do napisania powieści, związany z wyprawami terenowymi na dawne wschodnie rubieże I Rzeczpospolitej, oraz następnie pisania, potrwał łącznie ponad pięć lat! W ten sposób otrzymaliśmy do rąk blisko tysiącstronicowy tom wydobywający z mroku dziejów historię fascynującej grupy religijnej, działającej w II poł. XVIII wieku na terenie naszego kraju.

Z punktu widzenia narracji „Księgi…” zostały oparte na schemacie triadycznym. Sama autorka tym razem przyznaje się do inspiracji ze strony dobrze ci zapewne znanej, obowiązkowej lektury szkolnej – „Lalki” Bolesława Prusa, jednej z najbardziej fascynujących książek jej życia. Jeśli zwróciłeś uwagę, w dziele Prusa występuje dwóch narratorów. Pierwszy to wszechwiedzący trzecioosobowy, do którego jesteśmy raczej przyzwyczajeni. Natoamist drugi to pierwszoosobowy narrator w postaci Rzeckiego. Zwraca się on po trosze do nas, a głównie do siebie samego w „Pamiętniku starego subiekta”. Tokarczuk w planie swojej powieści historycznej umiejscawia obydwie te instancje, a następnie dodaje ujęcie czwartoosobowe, realizowane przez specyficzną postać Jenty, istniejącej między różnymi wymiarami na sposób transgresyjny.

Objętość „Ksiąg Jakubowych” nie powinna cię odstraszyć od lektury! Warto zadać sobie ten trud, ponieważ w zamian otrzymasz utwór ze wszech miar genialny, w którym owoce bardzo skrupulatnych i żmudnych badań etnograficznych oraz bibliograficznych zostały połączone z intrygującą fabułą, funkcjonującą na różne sposoby aurą mistyczności, tajemnicy i niepewności oraz ciekawym zwieńczeniem narracji… po które jednak powinieneś już sięgnąć we własnym zakresie 😉

 

Wokół problemów społecznych

 

Zgodnie z ogólnym wprowadzeniem z początku artykułu Olga Tokarczuk pozostaje bardzo wrażliwa na toczące się wokół dyskusje światopoglądowe oraz etyczne. Nie omieszkuje zabierać głosu na ten temat zarówno w wystąpieniach publicznych, jak i w swojej twórczości. Świetnym przykładem prowokacji moralnej za pośrednictwem sztuki słowa okazuje się jej jedyna jak dotąd powieść kryminalna, „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Noblistka zdecydowała się skorzystać z gatunku, jak mogłoby się wydawać, schematycznego i powtarzalnego, by nie rzec – wyświechtanego. Tymczasem potrafi tchnąć weń nowe życie oraz pomieścić w tak mocno scementowanej konwencji charakterystyczną dla swojej twórczości wrażliwość, otwarcie na świat i przywiązanie do szczególnej mocy przyrody.

W utworze ścierają się ze sobą rozmaite dyskursy. Spośród rozlicznych sporów i napięć na pierwszy plan wysuwa się kwestia polowań, powiązana jednak z wieloma innymi problemami, jak choćby kulturą patriarchatu czy stosunkiem do wymienionej wcześniej praktyki Kościoła katolickiego. Trudno jest powiedzieć coś więcej nie zdradzając fabuły. Tym bardziej więc warto jest się samemu przekonać, jaki finał znajduje fabuła, a następnie poddać je własnej ocenie. Może ona mieć charakter afirmatywny, lecz też krytyczny czy zajmujący pośrednie pozycje – najważniejsze, aby wypływała z twojej własnej refleksji. Ciekawym doświadczeniem będzie także zestawienie powieści z filmem „Pokot” w reżyserii Agnieszki Holland, aby przekonać się, jakie elementy uległy modyfikacji i czemu mogło to posłużyć.

 

Rozkosze myślenia

 

Z konieczności powyższe refleksje cechuje wielka skrótowość oraz fragmentaryczność. Mam jednak nadzieję, że zasiałem w tobie pragnienie, a może wręcz żądzę, sięgnięcia po dokonania na niwie literackiej Olgi Tokarczuk. Jednocześnie zalecam pochylenie się nad nimi w skupieniu oraz z otwartym umysłem, aby dojść do jak najbardziej intrygujących, oryginalnych wniosków. Jak pisała z dozą ironii wcześniejsza i wspominana już przez nas polska noblistka, Wisława Szymborska:

Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki […]

Choć nie każdej rozpuście być może warto się poddawać, to akurat orgie intelektualne i lekturowe ekstazy są w każdej mierze godne polecenia!

Autor tekstu: Krzysztof Andrulonis

Indeks w Kieszeni
kontakt@indekswkieszeni.pl